Dobra. Może i nie jestem blogerem książkowym, może i nie dostaję egzemplarzy recenzenckich (ekhem, zakładka „kontakt” nie gryzie), może i nie chcę wypisywać straszliwie długich recenzji (bo nie umiem), ale od czasu do czasu pochwalić się można. I podzielić się jakimiś luźnymi skojarzeniami; polecić, zniszczyć, pochwalić – ogólnie rzecz biorąc pobawić się w ważnego człowieka. 

A jaka pora lepsza na pisanie o książkach, niż czwartkowy wieczór w samym środku sesji?

Jak wyglądał mój książkowy styczeń? Rzućcie okiem!

Karl Ove Knausgård - "Moja walka (I)"

Zacznę trochę od tyłu, bo pierwszego tomu klasycznej powieści Knausgårda jeszcze przeczytać nie zdążyłem (ale już od dłuższego czasu ostrzę sobie ołówek – ilość stron wskazuje, że to trochę dłuższe przedsięwzięcie!). Cykl pór roku („Jesień”/”Zima”/”Wiosna”/”Lato”), który stosunkowo niedawno wyszedł spod pióra Norwega stanowi dla mnie ostatnio dość ważny punkt odniesienia jeśli chodzi o preferowaną stylistykę literatury. Poetyckość serii i świeża forma sprawiła, że sięgnąłem po kolejne pozycje z katalogu; jak na razie podejrzałem pierwszych parę stron i zapowiada się kompletnie inaczej. Na pewno bardziej poważnie, mniej poetycko. Cóż, tytuł zobowiązuje. Choć w świetle ostatnich wiadomości z kraju – niekoniecznie dobrze się kojarzy. 

Wydawnictwo Literackie

Søren Kierkegaard + Jarosław Iwaszkiewicz

Z klasyki przechodzimy do jeszcze większej klasyki. Klasyki tak klasycznej, że słowo „klasyka” to marne niedopowiedzenie. „Bojaźń i drżenie” („Frygt og baeven”) oraz genialna „Choroba na śmierć” („Sygdommen til døden”) to kwintesencja nie tylko egzystencjalistycznej myśli Sørena Kierkegaarda. Oba te tytuły doskonale opisują również idealnie absurdalne życie duńskiej ikony, które zostało przenikliwie i poetycko opisane przez Jarosława Iwaszkiewicza w przedmowie do mojego egzemplarza (z 1975 roku). Zdobyty za kilkanaście złotych w antykwariacie w centrum Krakowa Søren został wchłonięty przeze mnie w kilka dni – w sam raz na egzamin ze skandynawskich idei. Nie łudźcie się – z tego co przeczytałem zrozumiałem może połowę.

Søren chyba by się nie obraził, gdyby usłyszał, że najbardziej wartościową częścią książki jest wspomniana już wcześniej przedmowa. Jarosław Iwaszkiewicz (który odpowiada również za mistrzowski przekład z duńskiego na polski) przywołuje wiele anegdot, niekoniecznie oczywistych nawet dla konesera filozofii i kultury państw nordyckich. Ba! – śmiem twierdzić, że to właśnie barwny i lekko ironiczny wstęp Iwaszkiewicza sprawił, że zacząłem się Kierkegaardem faktycznie interesować. To właśnie on pokazuje czytelnikowi oblicze dziewiętnastowiecznej Danii; przede wszystkim jej mieszczańskiej perełki – Kopenhagi. Miasto stanowiło dla Kierkegaarda „piekiełko” rozpusty; jedyna wizyta młodego Sørena w domu publicznym skończyła się bardzo prędko: podobno miał wybiec z krzykiem. W jego dzienniku czytamy doskonałe podsumowanie  tego pamiętnego dnia, nadające się równocześnie na puentę smutnego życia filozofia: „Mój Boże, mój Boże…”.

Państwowe Wydawnictwo Naukowe

Agneta Pleijel - "Spådomen"/"Wróżba"

Agneta Pleijel zrobiła mój rok 2017. Nie pamiętam kto mi ją przedstawił. Szwedzka Półka? Być może. Tak czy siak – należą się podziękowania. Bo sposób w jaki ona pisze, jest nie z tej ziemi. Prosty, ale sensowny. Delikatny, ale surowy. Momentami bezpośredni do bólu, a chwilę później – zawoalowany, subtelny.Zastanawiałem się, ile w tym wszystkim jest zasługi tłumacza (polskie wydanie m.in. „Wróżby” przełożyła Justyna Czechowska). Dlatego jesienią sprowadziłem sobie prosto ze Sztokholmu nowiutką „Wróżbę” w wydaniu kieszonkowym. Tym razem – po szwedzku.Bez słownika się nie obyło (nie przeceniajcie moich umiejętności językowych), ale pomimo to, Pleijel nie straciła swojej magii, a na tajemniczości może nawet zyskała.

Ale przecież we „Wróżbie” nie ma miejsca na tajemniczość – autorka śmiało opisuje każdy element życia, często odważnie i bez zbytniego owijania w bawełnę. Stajemy się częścią świata młodej Agnety Pleijel – wędrujemy po Lund i Sztokholmie, poznajemy ludzi z całego świata, ale przede wszystkim – gubimy się w strumieniu świadomości autorki. Z przyjemnością.

Cielesność może denerwować. Odkrywanie seksualności może odrzucać, a szukanie przygód na jedną noc – obrzydzać. Jednak takie właśnie jest niecenzurowane życie jednej z wielu. Ciekawe zresztą, że te pierwotne i zwierzęce elementy ludzkiej egzystencji są u Pleijel potraktowane bardzo binarnie i wprost, często z poczuciem humoru i dozą autoironii. Ot, młoda dziewczyna chce się wyszaleć. Chce zapomnieć o rozbitym domu. Chce zdusić własny rozsądek i intelekt. Niebezpiecznie wrażliwie robi się dopiero, gdy bohaterka zostaje sama ze swoim sumieniem. Zaczyna obserwować świat. Ocenia go. Kojarzy, tworzy ciąg abstrakcyjnych projekcji i odważnych pytań. 

Nic więcej nie powiem, bo nie bardzo umiem. Dajcie Pleijel szansę, nie zrażajcie się straszliwymi opisami odkrywania seksualności. Wiadomo – to zapada w pamięć i jest na pierwszy rzut oka w tej opowieści najistotniejsze. Ale tam jest o wiele więcej. Trzeba tylko czytać powoli i dostrzec sens.

polskie wydanie: Karakter

szwedzkie wydanie: Norstedts

Ø. Vorren, E. Manker - "Lapończycy"

Zorientowani w temacie już po samym nie do końca poprawnym politycznie tytule zauważą, że książka do najnowszych nie należy. Określenie „Lapończycy” powtarza się niestety na każdej stronie, parokrotnie, i po pewnym czasie zaczyna irytować. To jednak jedyna większa wada książki. Jeśli szukacie interesującej i wartościowej lektury o kulturze i historii Samów – to może być pozycja dla Was. W środku znajdziecie przekrój przez społeczeństwo Samów, dowiecie się jak mieszkają, w jakim języku mówią, a także w co wierzą. Książka zarówno dla osób zaczynających swoją przygodę z rdzennym ludem Północy, jak i dla doświadczonego w boju filologa. Gdzie jej szukać? Proponuję zacząć od pobliskiego antykwariatu.

Państwowy Instytut Wydawniczy