Jak wygląda filologia szwedzka?

wpis w: filologia, o szwedzkim | 0

Dzisiaj pragmatycznie, nawet pomocnie. Dzisiaj zamiast uczyć się do sesji wyciągam rękę w stronę tłumnej rzeszy tegorocznych maturzystów (i nie tylko), próbując odpowiedzieć na pytanie, które stawiacie mi ostatnio dość często. Zbliża się czas wyboru, dobrej zmiany; rejestracje zaczynają się chyba już za 2 tygodnie (od 5 czerwca do 6 lipca). Więc może warto rozwiać parę wątpliwości i przekonać wszystkich, że to całkiem dobry wybór.

 

Jak wygląda filologia szwedzka?

Zacznijmy od tego, że w sumie każda szkoła wyższa realizuje swój własny program nauczania. Inne przedmioty, inne efekty kształcenia, inne sposoby dydaktyczne, śmiem twierdzić również – często różne poziomy.

Dlatego z góry krzyczę i obwieszczam wszem i wobec, że wszystko co powiem odnosi się do moich subiektywnych wniosków i doświadczeń, które wynosiłem i wynoszę ze studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aczkolwiek na pewno znajdą się śnieżynki, które wyjadą z klasycznym „yyyy nieprawda, bo u mnie tak nie ma”. Dobrze, super, gratuluję.

Zacznijmy od początku. Jak byłem w liceum, ile ja słyszałem o dobrodziejstwach studiów! „Słuchaj, jakie to jest życie! Nie musisz chodzić na wykłady, zajęć masz może 6 jednostek w tygodniu, kolokwia jeszcze rzadziej, a przedmiotów do wyboru masz tyle, że hoho!”.

Wierutne kłamstwo. Albo po prostu studia prawnicze. Być może oba naraz.


 

Ile zajęć w tygodniu? Jaki poziom?

Studia na większości kierunków filologicznych to dość ciężka przeprawa, zwłaszcza jeśli chodzi właśnie o ilość zajęć obowiązkowych. Większość przedmiotów realizowana jest w zakresie 30 jednostek na semestr, choć zdarzają się oczywiście inne częstotliwości (30+30, 90 itd.). Praktyczna Nauka Języka Szwedzkiego to zazwyczaj 120 – 150 jednostek, czyli po 4 lub 5 jednostek półtoragodzinnych w tygodniu. Nauka języka szwedzkiego prowadzona jest absolutnie od zera, z pierwszymi zajęciami dotyczącymi alfabetu i opierającymi się na prostych wypowiedziach w stylu: „Hej, heter du Mścisław? Ja/nej.”. Tempo jest jednak dość konkretne, przynajmniej na Jagiellońskim, i takie cackanie dość szybko się kończy. Pierwszy rok w teorii podchodzi do sesji na mocnym poziomie A2. Dlaczego mocnym? Ano dlatego, że w połowie maja wszystkich studentów pierwszego roku czeka test gramatyczny dopuszczający do czerwcowego egzaminu. Tak – mamy jakby trudny test przed trudnym testem. Test gramatyczny trzeba zdać przynajmniej na 90%, w jednym z trzech terminów (są 2 majowo-czerwcowe, trzeci już w sesji poprawkowej, we wrześniu). Są to faktycznie przerażające (i przez to – motywujące do wysiłku) zasieki, które doskonale pokazują jakie jest podejście do nauki na filologii. Masz się uczyć. Solidnie. Raz czy dwa może ci nie wyjść, ale jeśli w dalszym ciągu masz zasadnicze braki w wiedzy – to już nie nasza sprawa i żegnamy ozięble. Bo tym właśnie kończy się niezaliczenie testu gramatycznego na I roku.

Testy gramatyczne z astronomicznym progiem są jednak czymś normalnym i pojawiają się na każdym roku kształcenia.

Podobnie sprawa wygląda z kolokwiami. Z Praktycznej Nauki Języka Szwedzkiego kolokwium z jakiegoś nawet obszernego materiału jest u jednego z prowadzących średnio co 2 tygodnie, statystycznie może nawet częściej. Zazwyczaj progiem zaliczenia takiego kolokwium jest 70%, więc też jakoś szczególnie łatwo nie jest. Ale nie ma co robić z filologii jakiegoś potwora. Pewnie, bywa trudno, ale co byście robili gdybyście nie siedzieli nad książkami? Oglądali YouTuba czy pili ze znajomymi na mieście 24 godziny na dobę?

Więc jakby nie patrzeć – filologia chroni nas wszystkich przed alkoholizmem.

Swoją drogą, odnośnie poziomu – warto zauważyć, że w paragrafie powyżej użyłem wyrażenia „w teorii”. Bo tak przewiduje program studiów. Jest jednak rzeczą oczywistą, że każdy ma inne predyspozycje, inne chęci i inne cele. Dlatego te wszystkie europejskie kombinacje literek z cyferkami traktujcie bardziej jako sugestię, niż jako wyryty w kamieniu powód do chluby.


 

Co z innymi przedmiotami?

Nie bardzo chce mi się strzępić aparatu artykulacyjnego, dlatego gorąco zachęcam do zapoznania się z obowiązującym od przyszłego roku programem studiów na filologii. Słowo klucz: przyszłego. Bo właśnie: ja i całe rzesze roczników przede mną uczą i uczyły się trochę innym tokiem.

Przedmioty możemy podzielić na dwie kategorie: przedmioty potrzebne przedmioty interesujące. Raczej rzadko zdarzają się cuda łączące w sobie oba te aspekty. Najbliższe temu jest chyba krajoznawstwo szwedzkie. Z tej pierwszej grupy do moich ulubionych na I roku należy fonetyka języka szwedzkiego. Z drugiej mamy m.in. krajoznawstwo szwedzkie i ciekawe moduły opcyjne.

Z nowym programem studiów zapoznacie się na stronie IFG, czyli tutaj.


 

Moduły fakultatywne i ograniczonego wyboru.

Wizja dostosowania programu nauczania do swoich własnych zainteresowań i preferencji jest z pewnością piękna, jeśli nie trochę naiwna. I bardzo często się sprawdza, zwłaszcza na kierunkach tzw. masowych, gdzie tych opcji znajdziemy kilkanaście, a wybrać musimy np. cztery. Na filologii szwedzkiej aż tak miło nie ma. W ciągu roku należy zrobić dwie opcje, najczęściej wybierając spośród trzech lub czterech przewidzianych dla Twojego roku, bardzo różnie rozłożonych między semestry (np. 1 opcja prowadzona w zimie, 3 prowadzone w lecie). Małe kierunki, biedne instytuty, stosunkowo niewielka ilość prowadzących – to tłumaczy chyba wszystko.


 

Jak się dostać?

Dla tegorocznych maturzystów na jakiekolwiek rady chyba już za późno, ale być może ktoś skorzysta z tych informacji na przyszłość.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim pod uwagę brane są matury z : języka angielskiego lub niemieckiego (waga 3) oraz z dowolnego przedmiotu z koszyka drugiego (język polski, historia, wiedza o społeczeństwie, filozofia itd.). Uwaga! Zauważcie jednak, że z koszyka drugiego najwyższą wagę ma matura rozszerzona z języka polskiego (waga 2), a pozostałe przedmioty mają wagę 1. Jeśli liczycie więc na dostanie się z wyników maturalnych, musicie brać pod uwagę jedynie kombinację język angielski/niemiecki + język polski. Dlaczego?

Na filologię szwedzką (i norweską, i duńską… i w sumie na większość filologii) dostać się nie jest łatwo. Zazwyczaj jest bardzo mało miejsc, w widełkach od kilkunastu do może 50. Obecnie (choć takie rzeczy się zmieniają) na filologię szwedzką UJ przyjmowanych jest około 30-35 osób. Z tego też powodu progi z zasady osiągają pułap 95, 92, 90 punktów (w zależności od specyfiki rocznika). Warto jednak aplikować nawet z niższym wynikiem – nigdy nie wiadomo, może akurat wstrzelicie się w rok przestoju. Może Szwecja jest dla rocznika ’99 passé.

Jeśli jesteś laureatem lub finalistą jakiegoś konkursu czy olimpiady – zapoznaj się z listą wszystkich dających wstęp na filologię na platformie ERK.

Po więcej informacji dotyczących rekrutacji również zapraszam na stronę ERK.

Obecnie nie ma studiów niestacjonarnych.

 

 

Podsumowując: zdecydowanie polecam. Jak na razie. Jeśli jesteście gotowi przyłożyć się do tego co lubicie robić to bardzo szybko zauważycie wielki postęp. Jeśli jesteście niecierpliwi i parę nieobecności losowych to dla Was i tak za mało – być może nie jest to kierunek dla Was.

Po więcej info zapraszam na Facebooka. Z chęcią pomogę.